Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej

EWANGELIA I ROZWAŻANIE
modlitwawdrodze.pl

Przystanek Jezus 2015

Urlop z PJ

26.07.2015.
Wracam wraz z s. Anetą (Światłoń) z rekolekcji, mamy dwie godzinki na przepakowanie rzeczy. Po ośmiu dniach milczenia to tempo i ilość rzeczy do ogarnięcia mnie przytłacza: „Monika, wzięłaś miskę, łyżeczkę, nie zapomniałaś materaca? A duży kubek na herbatę? Trudno uwierzyć, jak wiele rzeczy potrzeba wziąć ze sobą na Woodstock.

18.00: Pod bramą naszego domu prowincjalnego parkuje s. Marta Sereda, która przyjechała po nas z Tarnobrzegu. W sercu mamy wiele wdzięczności dla jej Siostry Przełożonej za wypożyczenie nam citroena (z pełnym bakiem paliwa).
Szybkie pakowanie, pożegnanie i startujemy. Kolejny przystanek Częstochowa, gdzie czeka na nas s. Magdalena Rybak z kolacją i noclegiem. Z Krakowa wyjeżdżamy dwa razy, jakoś tak to się składa, że wszystkie drogi prowadzą nas dziś do Krakowa, żadna do Częstochowy.

27.07.2015.
Pobudka 3.30. O 4.15 s. Magda siada za kierownicą, s. Marta - nasz drugi kierowca cała w skowronkach zasiada obok niej, a s. Aneta robi za „Gipies Navigator”. Ja bezfunkcyjna, więc korzystam z okazji i trochę śpię, trochę się modlę. Kierunek - Kostrzyn nad Odrą.

14.00: Dołączyła do nas s. Agnieszka Szczerbowska - jest nas całe pięć- cieszymy się swoją obecnością, dzielimy wrażeniami. Namiot rozbity. Chodzimy wokół niego z podziwem, jest duży i śliczny. W tym roku możemy ubierać habity i welony w pozycji stojącej (nie prawie leżącej, jak w zeszłym roku), z wielką wdzięcznością myślimy tutaj o matce Dorocie Baranowskiej, która jest fundatorką naszego biwakowego „klasztorku”.

18.00: „Małe jest wielkie” - mówił dziś na homilii ks. bp Grzegorz Ryś– „Mam mały dar od Boga, mogę nim góry przenosić”.
Co takiego mają Ewangelizatorzy z Przystanku Jezus? Mały-Wielki Dar. Doświadczenie obecności żywego Jezusa w swoim życiu. „Widziałam Pana i to mi powiedział”- dzięki Ci Jezu.

28.07.2015.
Zakładamy nasze pomarańczowe koszulki. Kolor nie jest bez znaczenia. W tym odcieniu mieli kombinezony zamordowani na syryjskiej plaży Koptowie. Przód naszych podkoszulków zdobi „ن” arabska litera „N”, która oznacza Nasara, czyli chrześcijanie. Muzułmanie w Mosulu oznaczają tym znakiem domy chrześcijan, których majątek ma zostać skonfiskowany. Na plecach koszulki widnieje hasło przewodnie tegorocznej edycji PJ: „Nic nas nie odłączy od Miłości Jezusa” .Bardzo bliscy stali mi się ci Syryjczycy, dzięki przeczytanemu listowi kobiety z Syrii, która pyta Europejczyków (i nie tylko), czy jest złą matką, jeśli jest zmuszona przygotować swoje dzieci na śmierć męczeńską.

17.30: Pierwsze wyjście do ziemi woodstockowej. Idziemy wszyscy razem, jest to prześliczna procesja, niesamowite doświadczenie zanoszenia Jezusa w tamto miejsce. Siostra Magdalena ma pierwsze spotkanie z wytatuowanym, wyglądającym raczej przerażająco mieszkańcem ziemi „woodstockowej” - trochę się wystraszyła. My w tamtym roku bałyśmy się bardziej, więc patrzymy na nią z podziwem. Dziś już wiemy, że to nie jest tak, że wchodzimy tam jak „owce między wilki”, nie, czujemy się trochę jak matki, które ruszyły w poszukiwanie zagubionych dzieci. Taka jest rola sióstr zakonnych na Woodstocku. Idę i myślę, że nasz bł. Edmund na pewno nam tu towarzyszy, on nie przeszedłby obojętnie obok takiego ogromu ludzkiej biedy duchowej, materialnej, fizycznej.

29.07.2015.
23.30: s. Magda i s. Agnieszka bawią nas do łez swoimi opowieściami z pierwszego dnia spędzonego na Woodstock – przechodząc przez obóz „Hari Kriszna” spotkały panią od „Reiki”- która powołując się na „widzenie” próbowała odesłać nasze pełne „Ducha Ewangelizacji” siostry do domu. Nie dziwi mnie to. Jedna i druga jest „niebezpieczna” mocą mieszkającego w nich Ducha Świętego.

Dobrze się słucha, jak wielkie rzeczy działa w nas i przez nas Pan Jezus w tym miejscu. Ja, s. Aneta, s. Marta prze cały dzień doświadczałyśmy ogromnego bólu, gdy nieustannie słyszałyśmy słowa: „Ja nie potrzebuję Boga do niczego”, „Bóg nie jest mi potrzebny”, „Mam kobietę, pieniądze, samochód. Po co mi jakiś Bóg?”, „Nic nie dostałem od Boga. Nie jest mi do niczego potrzebny”. Tu rozumiem obraz „Matki Bożej – Gwiazdy Nowej Ewangelizacji”- niesie Ona Jezusa do ludzi, ale przytula Go tak, jakby chciała Go chronić. Dziś dokładnie chciałam tego samego- ochronić Jezusa przed brakiem miłości ze strony tych, którym oddał wszystko. Nie da się tak, więc idąc przez pole woodstockowe, nieustannie powtarzałam Panu Jezusowi, że jest kochany.

Następnym razem, gdy tu przyjedziemy potrzeba by było otworzyć punkt przedszkolny na PJ. W tym roku jest na Woodstocku tak wiele dzieci, że serce boli. Dlaczego rodzice nie widzą, że to nie jest miejsce dla ich maleńkich, niewinnych pociech?

30.07.2015.
23.45: Dziś dużo prześlicznych spotkań. Najpierw podszedł do nas wielki Krzyś, ogromny chłop, na głowie irokez, jego zęby chyba otworzyły nie jedną butelkę piwa, na czole rana po bijatyce. Powiedział, że siedział w więzieniu za pobicie policjanta. I ten oto Krzyś podchodzi do nas, kulturalnie się kłania i mówi: „Najświętsze Panienki, ja w Jezusa wierzę, ale do Kasyna nie chodzę” – rozbawił nas do łez.

Potem podeszła do nas pewno 20 osobowa grupa, na której przedzie szedł chłopak przebrany za Pana Jezusa z krzyżem z patyków. Zapytali nas, co to się śpiewało na drodze krzyżowej. Ta kpiąca procesja była boleśnie przykra, nie bardzo wiedziałyśmy, jak zareagować. Zapytałam chłopaka, który niósł krzyż, czy zdaje sobie sprawę z tego, co robi. I w tym momencie w to grono szyderców wkroczył drobny chłopak w okularkach. Wyciągnął krzyż z rąk przebranego i zdjął poprzeczną belkę, odrzucił patyki na bok i powiedział: „Nie będziecie sobie robić jaj z Jezusa”. Zrobiło się bardzo groźnie. Uczestnicy procesji się ostro zjeżyli i zaczęli się domagać: „Oddaj krzyż!” Na to ten jeszcze raz powtarza: „Nie. Nie będziecie sobie robić jaj z Jezusa”- Serio się bałam o niego i o nas. Niesłychane było to, że wszyscy zamilkli i po prostu odeszli. W sercu słyszałam słowa: „Na Imię Jezusa zegnie się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych”.

Daniel powiedział nam potem, że bardzo kocha Pana Jezusa, gdyż pomógł mu wyrwać się z nałogu narkomanii, a teraz bardzo potrzebuje, by Pan Jezus pomógł mu jeszcze wyjść z alkoholizmu. Po tej akcji nie mam wątpliwości, że Pan Jezus nie będzie zwlekał.

W pewnym momencie zobaczyłam płaczącą s. Anetę. Klęczała ona przed może 18 letnią dziewczyną i zanosiła się od płaczu, dziewczyna też płakała. Jak się potem dowiedziałam, płakały nad dzieckiem, które dziewczyna usunęła, Bycie „Siostrą Mamą” na Woodstocku, czasami oznacza też takie łzy. -„Ale dlaczego pani płacze, przecież to nie było jeszcze dziecko”- mówiła dziewczyna. – „Ale ono istnieje, jest u Pana Boga, a ty możesz do niego mówić”- odpowiedziała przez łzy s. Aneta. Te słowa sprawiły niesamowitą zmianę w tej dziewczynie.

Często nie wiemy, co powiedzieć, jak zareagować. Duch Święty w nas wie, jak dotrzeć do ludzkich serc i pomagać im otworzyć się na Boga. Chwała Ci Jezu.

31.07.2015.
7.00: Dzisiejszych 5°C w nocy nie wytrzymał żaden z naszych śpiworów. Spałyśmy we wszystkim, co miałyśmy ciepłego. Zmarzłyśmy okrutnie. S. Aneta próbowała mnie obudzić kilkakrotnie, bez skutku. Po pobudce mówiła: „Myślałam, Boże! Chyba zamarzła” Teraz pędzimy zdobyć gorącą wodę na herbatę. Ale radości nam nie brakuje. Im trudniej – tym lepiej.

16.30: Na pole Woodstock dojechałyśmy dużym policyjnym samochodem – z „ bazy” zabrała nas zaprzyjaźniona z „PJ” ekipa. Gdy wysiadałyśmy z samochodu (wszystkie pięć) podbiegali do nas woodstockowicze i pytali z przejęciem: „Siostry, za co was zgarnęli?” – ze śmiechem odpowiadałyśmy, że za posiadanie coca- coli. Od coli do Ewangelizacji.

24.00: Dziś wieczorem, w momencie, gdy na polach Woodstock rozpoczynały się koncerty satanistyczne, u nas w namiocie PJ, trwał wieczór Uwielbienia. Dla mnie niesamowicie piękny był moment, gdy przed Najświętszy Sakrament przychodzili wymalowani woodstokowicze, klękali przed Jezusem a po ich policzkach spływały łzy.
- Niech mi ktoś powie, że to nie jest miejsce dla nas. Pan Jezus tam chce być, bo tam spotyka tych, których nigdy nie spotka w kościele. Uwielbiony bądź Jezu.

01./02.08. 2015.
2.30: Ciemna noc. Długo wracałyśmy po Mszy św. na polu Woodstock, ciągle nas ktoś zatrzymywał, dużo razy podczas tej trasy wybrzmiał Kerygmat. Podczas Eucharystii czułam się pewno podobnie jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach. Z daleka było słychać wrzeszczący tłum ludzi obecnych na koncertach, a u nas cichy i pokorny Jezus. Tam doświadczyłam, że bycie chrześcijaninem w dzisiejszych czasach niewiele różni się od pierwszych wieków, zawsze są wrogowie Jezusa, zawsze będą Ci, którzy chcą wyrzucić Jego Imię z serc ludzi, ale Kościół jest zawsze młody, zawsze pełen Jego Ducha.

Jeden z woodstockowiczów podszedł do modlitwy powszechnej i prosił, byśmy się modlili o to, by ci, którzy są na polach Woodstock, choć raz byli tak szczęśliwi, jak my podczas tej Mszy św. w namiocie Przystanku Jezus. Wzruszył nas wszystkich głęboko.

Dziś dzielił się swoim świadectwem jeden z księży. Ze łzami w oczach opowiadał: „Siostro, ja się tutaj nawróciłem. Podszedł do mnie jakiś facet, poprosił o spowiedź. Kiedy się spowiadał, płakaliśmy obydwoje. W tym momencie doświadczyłem, czym jest kapłaństwo, czym spowiedź i sakramenty, po co ta cała nowa ewangelizacja i po co mnie Pan Jezus w to wszystko wpakował. On chciał mnie nawrócić. I mnie tutaj złapał na Woodstocku.”

Siedzę w samochodzie, bo namiot już zwinięty, s. Aneta śpi już obok na rozłożonych fotelach, s. Agnieszka, s. Magdalena i s. Marta jeszcze wracają wraz z najlepszą ekipą ewangelizatorów (franciszkanie) z pola Woodstock, a ja sobie myślę, że prawdą jest to, co dziś mówiłyśmy na spotkaniu sióstr z ks. Arturem Godnarskim, że my na Woodstocku, ale też tutaj na „PJ-ocie” mamy specjalną misję, gdzie realizuje się nasze macierzyństwo duchowe, jesteśmy tu jak mamy i wszyscy tak nas traktują. Nie ważne, ile siostra ma lat, czy to woodstokowicze, czy młodzi ewangelizatorzy, oni wszyscy traktują nas jak mamy, do których można przyjść i powiedzieć o wszystkim, a one znajdzie radę na wszystko. Jesteśmy takim kanałem, przez który Bóg przemawia do ludzi. Cały myk polega na tym, że ten kanał przechodzi przez nasze serca, dlatego Bóg najpierw przemienia to co w nas słabe, a potem dopiero dociera do innych.

02.08.2015.
4. 30: Wracamy do domu.

s. M. Monika Światłoń


Przystanek Jezus 2015

Tak naprawdę od początku tegorocznego Przystanku Jezus ustalone było, że świadectwo pisze s. Monika Światłoń. Jednak często życie - nie baczne na nasze postanowienia - pisze własne scenariusze. I tak też się stało tym razem. To co się wydarzyło na przełomie lipca i sierpnia w Kostrzynie, to co przeżyłam, nie mogę i nie chcę zatrzymać dla siebie. Przepiękne rekolekcje ks. bpa Rysia, tymczasowa wspólnota Przystankowiczów, mój pierwszy w życiu nocleg w namiocie (a budząc się z zimna w nocy zastanawiałam się, czy to już nie Antarktyda), stołowanie się pod gołym niebem na schodach prowadzących do kościoła, klimat modlitwy, radości i zapał w sercu – tak płynęły kolejne dni. Każdy następny przynosił nowe spotkania z uczestnikami Woodstocku, z którymi mogłyśmy dzielić się osobistym doświadczeniem spotkania Pana Jezusa. Tylko tyle i aż tyle, bo do naszych rozmówców nie przemawiały żadne racjonalne argumenty. Prawdy katechizmowe wielu z nich zna bardzo dobrze, ale to nie wystarcza by wierzyć. Osoby z którymi rozmawiałam, nie potrafiły sobie przypomnieć żadnego spotkania z Bogiem, brak im doświadczenia Boga żywego. Szczególnie dobitnie wybrzmiało to podczas rozmowy z młodym, zbuntowanym na zło tego świata Michałem. Bóg, który jest Miłością to dla niego abstrakcja. Nie może się pogodzić ze śmiercią babci, która była dobrym człowiekiem i według niego powinna żyć. O ile Michał przyjmuje prawdę, że często krzywda ludzka jest owocem złych wyborów, o tyle trzęsienia ziemi, powodzie świadczą tylko o tym, że jeśli Bóg jest to jest… (i tutaj padło niecenzuralne słowo). Bardzo mocno w tych dniach doświadczałam prawdy, że wiara jest łaską. I mimo istotnej roli świadków wiary, znaczenia ewangelizacji, katechezy – tak naprawdę konieczny jest osobisty akt wiary, decyzja zawierzenia Bogu, zaufania Mu. Tak było na przykład z Rafałem, który jak sam mówił nie jest „anty:”, jego żona jest ponoć tak pobożna jak zakonnica, on chciałby uwierzyć, ale nie potrafi.
Szczególnie przykre i smutne jest to, że niemal wszyscy woodstockowicze, po uprzednim wylaniu z siebie złości na Kościół, księży (często są to dla nich pojęcia tożsame) i Pana Boga, zaczynali mówić o sobie, o krzywdach czy traumach, jakich doznali. I wówczas wyłaniał się obraz człowieka poranionego, który nie doświadczywszy miłości, nie kocha w pierwszej kolejności siebie, a złość na innych jest tylko owocem tego braku. Od becika powtarzali i poprzez swoje zachowania (lekceważenie, pomijanie, zaniedbanie) pokazywali im to inni. Ci ludzie jako dzieci nie mieli wyboru, uwierzyli tej kłamliwej katechezie szatana, często serwowanej im nieświadomie przez najbliższych. Piotrek ze smutkiem mówił do nas, że gdy babcia przedstawiała sąsiadkom swoje wnuki, to mówiła: „Ten jest lekarzem, ten ministrantem, ten piłkarzem, a to jest Piotruś, który nam się nie udał”. I teraz Piotr - jak sam o sobie mówi - jest mordercą, żołnierzem i zabija talibów, a w głowie ma „robaczka” i ona tak się odbija od czaszki, bo Piotr mózgu nie ma. Podobnie 21- letni Marcin przekonany, że rodzina przez niego się rozpadła. Ci nasi bracia i siostry uwierzyli w to, że są źli, że są nikim, że są głupi, że są zakałą rodziny. Wierząc w te kłamstwa tak też postrzegają siebie, mają bardzo złe zdanie o sobie i są przekonani, że inni też tak ich widzą i źle o nich myślą. Każdy z tych zagubionych ludzi, często zagłuszających wewnętrzny ból alkoholem lub narkotykiem (zazwyczaj jednym i drugim) był kiedyś niewinnym, spragnionym miłości dzieckiem, które niestety nie doświadczyło troski, czułości, uwagi, miłości. Te spotkania rodziły we mnie ogromne współczucie dla rozmówców, stawali mi się bliscy, ponieważ w nich dostrzegam w jakimś stopniu prawdę o sobie i o każdym z nas. Bo czy i my w swoim myślenie nie ulegamy nie raz tej kłamliwej katechezie szatana: jesteś do niczego, jesteś nic nie warta? Na Woodstocku jest to jedynie bardziej jaskrawe i krzyczące.

Dla mnie pięknym dniem był piątek i spotkanie z Maćkiem, deklarującym się jako ateista. Po początkowym, chwilę trwającym gradzie pytań o inkwizycje, krucjaty i przekonywaniu mnie, że Boga nie ma, że On nie istnieje, oraz moich ciągłych próbach wracania do istoty, czyli kerygmatu i mojego świadectwa, którym mogę się podzielić – Maciek poprosił: „No to powiedz, jak ty Go spotkałaś”. Podzieliłam się wówczas moją historią spotkań z Panem Jezusem, w różnych (czasem trudnych i bolesnych) wydarzeniach przed wstąpieniem do zakonu. W trakcie mojego dzielenia się Maciek zamilkł, a jego twarz stopniowo zmieniała się. Gdy już skończyłam powiedział: „No to rzeczywiście siostra spotkała Jezusa” i potwierdził, że On też chciałby spotkać takiego Boga.

Po ochłonięciu, na wieczornym koncercie uwielbienia, wśród śpiewów wychwalających Boga, wraz z potokiem łez spływających po mojej twarzy, po raz pierwszy w życiu z SERCA (nie wolą przekonywaną przez rozum) podziękowałam Bogu za całe moje życie, także za to co było trudne. Dotychczas w sercu miałam wiele pretensji i żalu do Boga, że On pozwolił i dopuścił do różnych sytuacji. Po spotkaniu z Maćkiem zobaczyłam, że to wszystko było potrzebne, że jeśli kogoś ta moja historia może nakierować na Boga, to znaczy, że każde wydarzenie mojego życia miało sens. Niejako na moich oczach spełniła się prawda, że Bóg nawet ze zła potrafi uczynić dobro, mimo, że tego zła nie chce. On ze śmierci wyprowadza życie, ożywia to, co umarłe. Tego dokonać może On i tylko On!

s. M. Agnieszka Szczerbowska

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
33 0.10903906822205